Felietony
Niedawno znalazłem stare zdjęcie moich rodziców. Ojciec stoi przy motocyklu, a mama siedzi na siodełku. Oboje są bardzo młodzi. Patrzą w obiektyw i wyglądają tak, jakby mieli przed sobą całe życie i jeszcze nie wiedzieli, dokąd ich ono zaprowadzi.
czytaj więcejPrzez kilka lat mijałem człowieka siedzącego na ławce. Nie znałem jego imienia. Nie wiedziałem, gdzie mieszka ani czym zajmował się wcześniej. Wiedziałem tylko, że prawie codziennie siedział w tym samym miejscu.
czytaj więcejNa każdym cmentarzu są groby, przy których ktoś się zatrzymuje. Czasem stoi nad nimi długo, jakby miał do opowiedzenia coś, czego nie zdążył powiedzieć za życia. Czasem tylko poprawia kwiaty, wyciera liście z płyty i zapala znicz. Potem odchodzi, a na chwilę zostaje po nim cisza.
czytaj więcejSą psy, które przez całe życie mieszkają w jednym domu. Pojawiają się w nim jako małe, nieporadne stworzenia, które trzeba nauczyć, gdzie jest ich miejsce, czego nie wolno gryźć i dlaczego but nie jest zabawką. Potem rosną. Zaczynają znać każdy dźwięk otwieranych drzwi, każdy krok na klatce schodowej i godzinę, o której ich człowiek zwykle wraca z pracy.
czytaj więcejKiedyś Marek Grechuta śpiewał, że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. To zdanie dobrze brzmi. Jest w nim coś pocieszającego. Patrzymy przed siebie, planujemy wakacje, remont, spotkanie z kimś, kogo dawno nie widzieliśmy.
czytaj więcejNa pogrzebie kolegi z pracy zawsze jest trochę dziwnie. Stoi się wśród ludzi, których wcześniej się nie widziało, i dopiero po chwili zaczyna się rozumieć, kim są. Rodzina. Najbliżsi.
czytaj więcejŻył 75 lat. Na Facebooku był może trzy minuty. Pojawiło się zdjęcie. Imię i nazwisko.
czytaj więcejNajgłupsza kłótnia mojego życia dotyczyła rzeczy, której dzisiaj właściwie już nie pamiętam. To chyba najgorsze, co można powiedzieć o wielkiej kłótni. Bo jeśli człowiek przez kilka dni chodzi obrażony, nie odzywa się do drugiej osoby i z pełnym przekonaniem opowiada znajomym, jak bardzo ma rację, to przynajmniej chciałby po latach pamiętać, o co właściwie poszło. Ja nie pamiętam.
czytaj więcejPogrzeb kończy się zwykle w sposób dość przewidywalny. Ksiądz mówi ostatnie słowa, ktoś składa kwiaty, grabarz zaczyna swoją pracę, a ludzie powoli rozchodzą się do samochodów. Jeszcze przez chwilę stoją w grupkach, rozmawiają ściszonym głosem, wymieniają kilka zdań, których właściwie nie trzeba było wypowiadać, ale w takich chwilach człowiek mówi cokolwiek, żeby nie stać w całkowitej ciszy. Potem ktoś proponuje kawę.
czytaj więcejKiedy jesteśmy mali, czas ma zupełnie inną prędkość. Siedem lat wydaje się wtedy czymś niewyobrażalnie odległym, niemal jak dorosłość z innego świata. Dziecko nie rozumie jeszcze, dlaczego musi czekać na rzeczy, które dla dorosłych są przecież zupełnie zwyczajne. Nie może samo wyjść z domu, nie może pójść do sklepu, nie może zdecydować, kiedy wróci z podwórka.
czytaj więcej