Po Człowieku zostaje więcej rzeczy niż wspomnień

Mówi się, że po człowieku zostają wspomnienia.

To prawda. Tylko że zanim zostaną wspomnienia, zostaje całe życie.

W szafie. W szufladach. Na półkach.

W mieszkaniu, do którego pewnego dnia wchodzi się już nie po to, żeby odwiedzić człowieka, ale żeby zobaczyć, co po nim zostało.

To chyba jeden z najbardziej dziwnych momentów po śmierci.

Jeszcze niedawno ktoś tutaj mieszkał.

Otwierał rano okno. Robił herbatę. Odkładał klucze zawsze w to samo miejsce. Narzekał, że znowu coś nie działa. Odkładał gazetę na później. Mówił, że jutro zadzwoni.

A potem przychodzi dzień, w którym wszystko nadal jest dokładnie tak samo.

Tylko jego już nie ma.

Kubek stoi na stole. Kurtka wisi w przedpokoju.

Krzesło jest odsunięte tak, jakby ktoś przed chwilą od niego wstał.

I przez chwilę człowiek ma absurdalne wrażenie, że wystarczy poczekać.

Że może zaraz usłyszy klucz w zamku.

Ale nikt nie przychodzi.

 

Po kilku dniach trzeba jednak zacząć sprzątać.

 

To słowo brzmi prawie niewłaściwie. Sprzątać po człowieku. Jakby chodziło o zwykły bałagan. 

A przecież nie sprząta się wtedy mieszkania.

Sprząta się czyjeś życie.

 

Najpierw ostrożnie.

„To zostawmy”.

„Tego jeszcze nie wyrzucajmy”.

„Może ktoś będzie chciał”.

Potem coraz odważniej.

Jedna szuflada. Druga. Szafa. Półka. Pudło w piwnicy.

Rzeczy, które przez trzydzieści lat były komuś potrzebne, nagle muszą dostać odpowiedź na jedno pytanie:

 

czy jeszcze są komuś potrzebne?

 

I nagle okazuje się, że większość rzeczy nie ma żadnej wartości.

Stary sweter. Długopis. Kubek. Jakiś rachunek. Pudełko ze śrubkami. Kilka fotografii.

Przedmioty, które za życia były tak zwyczajne, że nikt nawet nie pomyślał, żeby je zapamiętać.

A teraz każdy z nich może na chwilę zatrzymać człowieka.

Bo ten kubek był jego.Tę kurtkę nosił zimą. Tym długopisem podpisywał dokumenty. Na tym krześle siedział.

I nagle zwykły przedmiot staje się czymś więcej niż przedmiotem. Staje się dowodem.

Dowodem, że ten człowiek naprawdę tutaj był.

Dzisiaj mamy jeszcze telefony. Zdjęcia. Nagrania. Wiadomości. Głosy.

Czasami po śmierci człowieka można znaleźć w telefonie całe fragmenty jego życia.

Zdjęcie z wakacji. Krótki film. Wiadomość wysłaną komuś o drugiej w nocy. Nagranie głosu.

I wtedy technologia robi coś niezwykłego.

Pozwala nam jeszcze raz usłyszeć człowieka, którego już nie ma. Tylko przez kilka sekund. A potem nagranie się kończy. I znowu jest cisza.

Może właśnie dlatego najtrudniejsze nie są rzeczy wielkie.

Najtrudniejsze są te najmniejsze.

Bo wielką szafę można wynieść. Stół można sprzedać.

Telewizor można oddać.

Ale co zrobić z kubkiem, z którego ktoś pił kawę przez dwadzieścia lat?

Można go wyrzucić.

Tylko że czasami człowiek nie wyrzuca rzeczy.

Wyrzuca kawałek codzienności.

A codzienność jest chyba tym, za czym tęskni się najbardziej.

Nie za wielkimi wydarzeniami. Nie za świętami. Nie za uroczystymi zdjęciami. Tylko za tym, co kiedyś było zupełnie zwyczajne.

Za pytaniem:

„Będzie kawa?”

Za narzekaniem.

Za otwieraniem drzwi.

Za czyimś głosem z drugiego pokoju.

Za tym, że ktoś był.

I może dlatego przez jakiś czas nie potrafimy niczego wyrzucić.

 

Bo człowiek odchodzi nagle.

Ale jego nieobecność przychodzi powoli.

 

Najpierw zauważamy ją przy stole. Potem w przedpokoju. Potem w telefonie, który już nie dzwoni.

A później zaczynamy zauważać ją wszędzie. W końcu mieszkanie pustoszeje. Rzeczy trafiają do innych ludzi. Ubrania zostają oddane. Książki rozchodzą się po rodzinie. Zdjęcia trafiają do pudeł. Telefon przestaje być potrzebny.

I pewnego dnia otwieramy drzwi do tego mieszkania i orientujemy się, że nie ma już prawie nic.

Tylko puste półki. Kilka śladów na ścianie.

I cisza.

Wtedy człowiek zaczyna rozumieć coś, czego wcześniej nie chciał zrozumieć.

Że rzeczy wcale nie są naszym życiem. Są tylko jego śladami. Możemy mieć ich tysiące. Możemy przez całe życie odkładać coś „na później”. Możemy zapełnić szafy, piwnice i garaże.

A potem przyjdzie ktoś inny i będzie musiał zdecydować, co z tym wszystkim zrobić.

Bo po człowieku naprawdę zostaje więcej rzeczy niż wspomnień. Tylko rzeczy mają jedną przewagę. Można je wyrzucić. Wspomnień nie. Tyle że z czasem nawet wspomnienia zaczynają cichnąć.

Zdjęcia zostają bez podpisów.

Głosy stają się coraz bardziej odległe.

Twarze na fotografiach przestają być rozpoznawane.

I może właśnie wtedy zaczyna się prawdziwe znikanie człowieka.

Nie wtedy, kiedy wynosi się jego meble.

Nie wtedy, kiedy opróżnia się jego szafę.

Nawet nie wtedy, kiedy ostatni raz zamyka się drzwi jego mieszkania.

 

Człowiek znika naprawdę dopiero wtedy, kiedy nie ma już nikogo, kto pamięta, dlaczego ten kubek stał zawsze po lewej stronie stołu

 

inne felietony: 

Możesz mieć miliony. Do trumny i tak wejdzie tylko człowiek

Emerytura. Czy naprawdę wtedy zaczniemy żyć?

Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem czas się nudzić