Zadzwonię jutro. Tylko czy jutro na pewno przyjdzie?

„Zadzwonię jutro”.

Ile razy to powiedziałeś?

Nie pamiętasz.

Ja też nie.

Bo to jest jedno z tych zdań, które wypowiadamy bez zastanowienia. Tak zwyczajnie. Jak „do zobaczenia”, „uważaj na siebie” albo „jeszcze się zdzwonimy”.

Zadzwonię jutro.

Jutro będzie spokojniej.

Jutro będę miał więcej czasu.

Jutro nie będę tak zmęczony.

Jutro porozmawiamy.

Tylko że jutro ma jedną paskudną cechę.

Zawsze jest przed nami.

Aż pewnego dnia przestaje być.

„Kiedyś”

Mamy jeszcze jedno piękne słowo.

Kiedyś.

Kiedyś pojadę w Bieszczady.

Kiedyś przejdę wszystkie najpiękniejsze szlaki w Polsce.

Kiedyś zobaczę Tatry o wschodzie słońca.

Kiedyś nauczę się hiszpańskiego.

Kiedyś kupię rower i zacznę jeździć.

Kiedyś przeczytam te wszystkie książki.

Kiedyś schudnę.

Kiedyś będę więcej czasu spędzał z rodziną.

Kiedyś zadzwonię do starego przyjaciela.

Kiedyś odwiedzę rodziców.

Kiedyś zrobię coś tylko dla siebie.

Kiedyś.

Tyle rzeczy mieści się w jednym słowie.

Całe życie.

Tylko że „kiedyś” nie jest terminem w kalendarzu.

Nie ma takiego dnia.

Nie ma godziny 17:30, kiedy nagle ktoś powie:

„Dobra. Od dzisiaj zaczynamy żyć.”

Nowy rok

1 stycznia kupujemy karnet na siłownię.

W tym roku będzie inaczej.

Schudnę.

Będę biegać.

Przestanę jeść słodycze.

Zacznę zdrowiej żyć.

Trzy dni później stoimy przy lodówce.

„No dobrze. Od poniedziałku”.

Poniedziałek przychodzi.

„Teraz mam dużo pracy. Zacznę od przyszłego tygodnia”.

Przyszły tydzień.

„Przecież nie będę sobie odmawiał podczas urodzin”.

Potem wakacje.

Potem święta.

Potem kolejny Nowy Rok.

I nagle mijają trzy lata.

Nie schudliśmy.

Nie dlatego, że nie potrafiliśmy.

Po prostu ciągle czekaliśmy na lepszy moment.

Tylko życie bardzo rzadko ma lepszy moment.

Życie ma ten moment.

Góry też mogą poczekać

Mówimy:

„Jeszcze mam czas. W przyszłym roku zrobię ten szlak”.

A potem boli kolano.

Albo plecy.

Albo pojawia się praca, której nie można zostawić.

Albo dzieci.

Albo kredyt.

Albo choroba.

Albo po prostu człowiek budzi się któregoś dnia i orientuje się, że ma pięćdziesiąt, sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat i odkrywa, że połowę rzeczy, które chciał zrobić, wciąż ma zapisanych w głowie.

Nie chodzi o to, żeby rzucić wszystko i jutro zdobywać wszystkie szczyty Polski.

Nie każdy musi zdobywać szczyty.

Ale jeśli od dziesięciu lat marzysz o wyjeździe w góry, to może przestań mówić „kiedyś”.

Sprawdź pociąg.

Jeśli chcesz zobaczyć morze zimą — zobacz.

Jeśli chcesz nauczyć się grać na gitarze — kup gitarę.

Jeśli chcesz odwiedzić człowieka, którego nie widziałeś od pięciu lat — pojedź.

Jeżeli chcesz powiedzieć komuś, że go kochasz — powiedz.

Bo marzenia mają dziwną właściwość.

Nie umierają nagle.

Najpierw cichną.

Potem odkładamy je na później.

Potem przestajemy o nich mówić.

A któregoś dnia już nawet nie pamiętamy, że kiedyś były dla nas ważne.

Najgorsze „jutro”

Ale jest jeszcze inne „jutro”.

To, którego boimy się najbardziej.

„Jutro zadzwonię do mamy”.

„Jutro odwiedzę ojca”.

„Jutro odezwę się do przyjaciela”.

„Jutro przeproszę”.

„Jutro powiem, że mi zależy”.

I czasami właśnie tego jutra nie ma.

Nie przychodzi.

Telefon milczy.

Drzwi pozostają zamknięte.

A człowiek zostaje sam ze swoim:

„Gdybym tylko…”

Gdybym zadzwonił.

Gdybym pojechał.

Gdybym nie odkładał.

Gdybym powiedział.

Gdybym miał jeszcze jeden dzień.

To chyba jeden z najgorszych rodzajów żalu.

Nie za tym, co zrobiliśmy.

Tylko za tym, czego nie zrobiliśmy, choć mogliśmy.

Marnujemy czas na rzeczy, które nie będą miały znaczenia

Potrafimy godzinami kłócić się w internecie z kimś, kogo nigdy nie spotkamy.

Potrafimy przez pół wieczoru przewijać telefon.

Potrafimy martwić się o rzeczy, których za rok nawet nie będziemy pamiętać.

Potrafimy przez kilka dni przeżywać czyjąś opinię o nas.

Potrafimy przepracować kolejną sobotę, chociaż obiecaliśmy rodzinie, że tym razem będziemy razem.

A potem przychodzi moment, kiedy nagle wszystko staje się jasne.

I okazuje się, że:

ten komentarz w internecie nie miał żadnego znaczenia.

Ta kłótnia nie miała znaczenia.

Ten dodatkowy wieczór w pracy nie miał znaczenia.

To, że samochód miał być trochę lepszy, nie miało znaczenia.

To, że ktoś miał o nas złe zdanie, nie miało znaczenia.

A znaczenie miała rozmowa, której nie odbyliśmy.

Podróż, której nie pojechaliśmy.

Człowiek, którego nie odwiedziliśmy.

Dzień, którego nie przeżyliśmy naprawdę.

Nie czekaj na idealne życie

Bo idealne życie nie przyjdzie.

Zawsze będzie coś.

Za mało pieniędzy.

Za dużo pracy.

Za mało czasu.

Za mało odwagi.

Za dużo obowiązków.

Zawsze będzie powód, żeby powiedzieć:

„Jeszcze nie teraz.”

Tylko że życie nie pyta, czy jesteśmy gotowi.

Ono po prostu płynie.

Dzień po dniu.

Rok po roku.

A my często zachowujemy się tak, jakbyśmy mieli podpisaną umowę na wieczność.

Nie mamy.

Więc zadzwoń

Nie jutro.

Dzisiaj.

Do tego człowieka, o którym właśnie pomyślałeś.

Nie masz nic ważnego do powiedzenia?

Tym lepiej.

Powiedz:

„Hej. Pomyślałem o Tobie”.

Może się zdziwi.

Może się ucieszy.

Może powie:

„Wiesz co? Właśnie miałem do Ciebie zadzwonić”.

I nagle okazuje się, że wystarczyło kilka sekund.

Nie potrzebowałeś wolnego weekendu.

Nie potrzebowałeś urlopu.

Nie potrzebowałeś idealnego momentu.

Potrzebowałeś tylko dzisiaj.

Bo życie nie czeka

Może więc przestańmy odkładać wszystko, co ważne.

Nie wszystko naraz.

Jedną rzecz.

Jeden telefon.

Jedno spotkanie.

Jeden spacer.

Jedną podróż.

Jedno marzenie.

Jedno „przepraszam”.

Jedno „kocham”.

Jedno „chodźmy gdzieś”.

Bo może kiedyś spojrzymy wstecz i zrozumiemy, że całe życie czekaliśmy na moment, który nigdy nie miał nadejść.

Na spokojniejszy czas.

Na większe pieniądze.

Na lepszą formę.

Na mniej pracy.

Na właściwy moment.

Na jutro.

A przecież życie działo się cały czas.

Podczas tego czekania.

Podczas odkładania.

Podczas mówienia:

„Zrobię to później”.

Więc jeśli masz coś zrobić — zrób.

Jeśli masz gdzieś pojechać — jedź.

Jeśli masz kogoś przytulić — przytul.

Jeśli masz komuś powiedzieć, że jest ważny — powiedz.

Jeśli masz zadzwonić —

zadzwoń dzisiaj.

Bo „jutro” brzmi pięknie.

Daje nam spokój.

Pozwala odłożyć wszystko, czego nie chce nam się zrobić dzisiaj.

Tylko jest jeden problem.

Jutro nie jest obietnicą.

Jutro jest tylko nadzieją.

A jedyne życie, które naprawdę mamy, dzieje się właśnie teraz.

Nie przegap go, czekając na jutro.