Gdzie oni są? Przyjdą na pogrzeb. Tylko dlaczego nie przyszli wcześniej?

„Gdzie oni są? Ci wszyscy moi przyjaciele…”

Te słowa z „Białej flagi” Republiki można dziś usłyszeć zupełnie inaczej. Nie jako pytanie o dawnych przyjaciół, którzy gdzieś zniknęli.

Tylko jako pytanie o tych, którzy niby cały czas są.

Mają nasze numery telefonów.
Mieszkają kilka ulic dalej.
Obserwują nas w internecie.
Wiedzą, że mamy urodziny.
Wiedzą, że chorujemy.
Wiedzą, że ostatnio jest nam ciężko.

Tylko jakoś nigdy nie mają czasu, żeby przyjść.

Bo praca.

Bo dzieci.

Bo kredyt.

Bo remont.

Bo wakacje.

Bo „jeszcze się zgadamy”.

Bo „musimy koniecznie kiedyś usiąść przy kawie”.

Kiedyś.

To jedno z najbardziej zdradliwych słów w naszym życiu.

Bo „kiedyś” brzmi tak, jakby było pewne.

A nie jest.

A potem umierasz

I nagle wszystko się zmienia.

Nagle wszyscy mają czas.

Nagle można przyjechać.

Nagle można wziąć wolny dzień.

Nagle można spotkać się z ludźmi, z którymi przez dziesięć lat nie było okazji porozmawiać.

Nagle można stać kilka godzin pod kościołem.

Nagle można przyjść na cmentarz.

Nagle można kupić ogromny wieniec.

I wtedy patrzysz na ten tłum i przez chwilę można pomyśleć:

No proszę. Jednak miał tylu przyjaciół.

Miał.

Tylko gdzie byli, kiedy żył?

Na pogrzeb zawsze znajdzie się czas

To jest chyba jedna z najbardziej gorzkich rzeczy w całej tej historii.

Człowiek przez lata prosił się o zwykłe spotkanie.

„Wpadnij kiedyś.”

„Zadzwoń.”

„Dawno się nie widzieliśmy.”

„Może w przyszłym tygodniu?”

I zawsze coś.

A potem przychodzi śmierć.

I nagle nie ma już przyszłego tygodnia.

Nie ma następnego miesiąca.

Nie ma „jak będę miał mniej pracy”.

Nie ma „jak dzieci trochę podrosną”.

Nie ma „jak skończymy remont”.

Nie ma już niczego.

Jest tylko pogrzeb.

I ci wszyscy ludzie, którzy przez lata nie mieli czasu, nagle stoją obok siebie.

I są kwiaty

Dużo kwiatów.

Wielkie wieńce.

Piękne szarfy.

Starannie wybrane słowa.

„Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach”.

„Z wyrazami głębokiego żalu”.

„Spoczywaj w pokoju”.

I wszystko to jest prawdziwe.

Tylko czasami człowiek chciałby powiedzieć:

Szkoda, że nie przyniosłeś tych kwiatów wcześniej.

Nie na cmentarz.

Do domu.

Bez okazji.

Szkoda, że zamiast wielkiego wieńca nie było małego bukietu pięć lat temu.

Szkoda, że zamiast stania przy trumnie nie było godziny przy kawie.

Szkoda, że zamiast „żegnaj” nie było wcześniej zwykłego:

„Dobrze, że jesteś.”

Bo zmarłemu niepotrzebny jest już nasz telefon.

Nie potrzebuje naszej kawy.

Nie potrzebuje naszych odwiedzin.

Nie potrzebuje kwiatów.

Potrzebował ich wcześniej.

Najgorsze jest to, że wszyscy o tym wiemy

Wiemy.

Tylko ciągle odkładamy.

Mamy ludzi, do których chcemy zadzwonić.

Tylko nie dzisiaj.

Mamy przyjaciół, których chcemy odwiedzić.

Tylko nie w tym tygodniu.

Mamy rodziców, którym chcemy powiedzieć, że ich kochamy.

Tylko jakoś głupio tak nagle mówić.

Mamy kogoś, komu chcemy podziękować.

Kogoś, komu chcemy powiedzieć „przepraszam”.

Kogoś, za kim tęsknimy.

I ciągle wydaje nam się, że jeszcze zdążymy.

To „jeszcze” potrafi być najbardziej niebezpiecznym słowem na świecie.

Nie czekaj na pogrzeb

Zadzwoń dzisiaj.

Nie masz nic ciekawego do powiedzenia?

Tym lepiej.

Powiedz:

„Co u Ciebie?”

A potem naprawdę posłuchaj.

Jedź do kogoś.

Zapukaj do drzwi.

Kup kwiaty.

Postaw je na stole.

Usiądźcie.

Powspominajcie.

Pośmiejcie się.

Pokłóćcie, jeśli trzeba.

Pogódźcie się.

Bo człowiek nie potrzebuje wielkich deklaracji na pogrzebie.

Potrzebuje małych dowodów obecności za życia.

Telefonu.

Spotkania.

Uścisku.

Kawy.

Głupiego żartu.

Wspólnego obiadu.

Czasami nawet zwykłego:

„Jestem. Jakbyś czegoś potrzebował, dzwoń.”

Bo pewnego dnia naprawdę zabraknie czasu

I wtedy może się okazać, że mieliśmy mnóstwo czasu.

Tylko go nie daliśmy.

Mieliśmy pieniądze na wieniec.

Ale nie mieliśmy pieniędzy na wspólną kolację.

Mieliśmy czas, żeby stać dwie godziny na pogrzebie.

Ale przez dziesięć lat nie mieliśmy godziny na kawę.

Mieliśmy słowa na nekrolog.

Ale zabrakło nam słów, kiedy człowiek jeszcze mógł ich słuchać.

I właśnie to boli najbardziej.

Nie to, że ktoś umarł.

Śmierć jest częścią życia.

Najbardziej boli świadomość, że mogliśmy być bliżej.

Mogliśmy zadzwonić.

Mogliśmy przyjechać.

Mogliśmy powiedzieć.

Mogliśmy kochać trochę głośniej.

A nie zrobiliśmy tego.

Więc gdzie oni są?

Może właśnie siedzą teraz w pracy.

Może prowadzą samochód.

Może odbierają dzieci ze szkoły.

Może mówią sobie:

„Zadzwonię jutro”.

A może ktoś właśnie czeka na ich telefon.

Na ich wizytę.

Na ich obecność.

Nie każmy mu czekać do pogrzebu.

Bo kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy ktoś zapyta:

Gdzie oni są?

I może się okazać, że odpowiedź będzie bardzo prosta:

**Są.

Tylko przyszli za późno.**

A wtedy nie pomoże już największy wieniec świata.

Nie pomoże najpiękniejsza szarfa.

Nie pomoże nekrolog.

Nie pomoże żadne:

„Szkoda, że nie zdążyłem.”

Dlatego dzwońmy, póki możemy.

Odwiedzajmy, póki drzwi są otwarte.

Przytulajmy, póki jest kogo przytulić.

Mówmy „kocham”, „lubię”, „dziękuję”, „przepraszam” — póki ktoś może to usłyszeć.

Bo najpiękniejsze kwiaty to te, które wręczamy człowiekowi, kiedy jeszcze może je powąchać.

A najlepszy moment, żeby powiedzieć komuś, że jest dla nas ważny?

Nie jutro.

Dzisiaj.