Jego kamera opowiadała historie. Nie żyje Witold Płóciennik, wybitny polski operator

Niektóre nazwiska pojawiają się na ekranie tylko na kilka sekund – wśród końcowych napisów. Ich znaczenie dla filmu jest jednak znacznie większe, niż mogłoby się wydawać. Bez pracy operatora nie byłoby światła, przestrzeni, nastroju i obrazów, które później zostają w pamięci widzów.

Do grona takich twórców należał Witold Płóciennik. Ceniony operator filmowy i autor zdjęć zmarł w wieku 56 lat. Jego dorobek obejmuje zarówno kino, jak i popularne produkcje serialowe. Wśród nich znalazły się m.in. „Wymyk”, „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, „Zieja”, „Kruk”, „Klangor”, „Minuta ciszy” oraz „Ołowiane dzieci”.

Człowiek stojący za obrazem

Witold Płóciennik urodził się 4 stycznia 1970 roku w Zielonej Górze. Wybrał zawód, w którym twórca rzadko znajduje się na pierwszym planie, choć jego decyzje mają ogromny wpływ na ostateczny kształt filmu.

Operator odpowiada przecież nie tylko za to, co widzi kamera. Współtworzy atmosferę sceny, sposób prowadzenia narracji i emocje, które mają pojawić się u widza.

Płóciennik przez lata pracował właśnie w tej przestrzeni pomiędzy techniką a sztuką. Jego nazwisko pojawiało się przy kolejnych produkcjach filmowych i telewizyjnych, a jego zdjęcia stały się częścią wielu historii opowiadanych polskim widzom.

Od „Wymyku” do „Ikara. Legendy Mietka Kosza”

W dorobku Witolda Płóciennika znalazły się filmy reprezentujące bardzo różne gatunki i style.

Pracował między innymi przy „Wymyku”, „Carte Blanche”, „Jak pies z kotem”, „Mistrzu” oraz „Ikarze. Legendzie Mietka Kosza”. To właśnie zdjęcia do filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza” przyniosły mu jedno z najważniejszych branżowych wyróżnień – nagrodę za zdjęcia na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Nie był to przypadek ani pojedynczy sukces. Płóciennik przez lata budował swoją pozycję jako operator potrafiący podporządkować obraz opowiadanej historii.

Jego praca była widoczna w serialach

W ostatnich latach jego dorobek mocno związany był również z telewizją i platformami streamingowymi.

Witold Płóciennik pracował przy takich produkcjach jak „Kruk”, „Klangor”, „Minuta ciszy”, „Idź przodem, bracie” czy „Stulecie Winnych”. Był również związany z „Ziają” – zarówno filmem, jak i serialem. Jego ostatnie zawodowe projekty obejmowały m.in. produkcję „Ołowiane dzieci”.

To właśnie dlatego jego śmierć jest odczuwalna nie tylko w środowisku filmowym. Jego pracę można odnaleźć w produkcjach, które w ostatnich latach oglądały miliony widzów.

Zaginął podczas pracy nad kolejną produkcją

Pod koniec sierpnia wydarzyło się coś, czego nikt z jego współpracowników nie mógł przewidzieć.

Płóciennik przebywał w okolicach Lubniewic w województwie lubuskim. 29 sierpnia był widziany po raz ostatni. W kolejnych dniach rozpoczęły się poszukiwania operatora.

Ich finał okazał się tragiczny.

3 września w kompleksie leśnym w pobliżu jeziora Krzywe odnaleziono ciało mężczyzny. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim potwierdziła, że był to Witold Płóciennik. Śledczy wyjaśniają okoliczności oraz przyczynę jego śmierci.

Polskie kino żegna swojego operatora

Po informacji o śmierci Płóciennika pojawiły się głosy żalu ze strony środowiska filmowego. Polski Instytut Sztuki Filmowej określił jego odejście jako ogromną stratę dla polskiej kinematografii. Wspominano go nie tylko jako znakomitego operatora, ale również jako człowieka, którego praca potrafiła budować emocje za pomocą obrazu.

I właśnie obraz jest chyba najlepszym słowem, przez które można dziś patrzeć na jego dorobek.

Witold Płóciennik nie był aktorem, którego twarz rozpoznawała publiczność. Nie pojawiał się na plakatach jako główny bohater. Jego miejsce było za kamerą.

Ale to właśnie jego kamera pomagała opowiadać historie.

Zostają filmy

Śmierć twórcy filmowego ma w sobie coś szczególnego. Człowiek odchodzi, ale jego praca pozostaje.

Pozostają sceny, kadry, światło i sposób pokazania bohaterów. Pozostają filmy, które można ponownie obejrzeć po latach. Widz może nie pamiętać nazwiska operatora, ale pamięta emocję, jaką wywołała konkretna scena.

Tak właśnie wygląda dorobek Witolda Płóciennika.

Jego nazwisko pozostanie w napisach dziesiątek produkcji. Przede wszystkim jednak pozostanie w samych obrazach – tych, które współtworzył przez blisko trzy dekady pracy zawodowej.

Polskie kino straciło twórcę, który przez lata pozostawał nieco w cieniu swoich bohaterów. Paradoksalnie właśnie dzięki temu jego najlepszym pomnikiem są dziś obrazy, które stworzył.

Witold Płóciennik miał 56 lat.