Nie żyje Stanisław Szelc. Wrocław stracił jeden ze swoich charakterystycznych głosów

Nie żyje Stanisław Szelc – satyryk, aktor, artysta kabaretowy i jeden z twórców legendarnego Studia 202. Przez dziesięciolecia był związany z Wrocławiem, Radiem Wrocław, Teatrem Kalambur i Kabaretem Elita. Miał 83 lata.

Są artyści, których pamiętamy z jednej roli.

Są też tacy, których pamiętamy przede wszystkim po głosie.

Stanisław Szelc należał do tej drugiej grupy.

Dla wielu mieszkańców Wrocławia jego głos był częścią codzienności. Pojawiał się w radiu, w kabaretowych skeczach, słuchowiskach i programach telewizyjnych. Był jednym z ludzi, którzy przez lata tworzyli charakterystyczny klimat wrocławskiej sceny satyrycznej.

21 września 2026 roku Stanisław Szelc zmarł w wieku 83 lat. Informację o jego śmierci przekazało Radio Wrocław.

Wrocław i Studio 202

Stanisław Szelc urodził się 2 stycznia 1943 roku w Prochładnym, w ówczesnej Kazachskiej SRR.

Jego artystyczna droga przez dziesięciolecia związana była jednak przede wszystkim z Wrocławiem.

W latach 60. pracował w Teatrze Kalambur jako aktor, reżyser i kierownik literacki. Później związał się z Radiem Wrocław, gdzie dołączył do zespołu Studia 202.

To była jedna z najważniejszych kart w jego artystycznym życiorysie.

Studio 202 tworzyli artyści, których nazwiska na trwałe zapisały się w historii polskiej satyry. Byli wśród nich m.in. Andrzej Waligórski, Ewa Szumańska, Jan Kaczmarek i Jerzy Skoczylas.

Szelc dołączył do tego zespołu pod koniec lat 70. i przez kolejne lata współtworzył jego charakterystyczny styl.

Nie tylko Kabaret Elita

Stanisław Szelc był również związany z Kabaretem Elita.

Dla publiczności był jednak kimś więcej niż tylko kabareciarzem. Występował w radiu i telewizji, tworzył skecze, słuchowiska i programy rozrywkowe.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych projektów były radiowe skecze „Chłop i baba”. Na ich podstawie powstał później serial telewizyjny.

Szelc występował również w popularnych słuchowiskach radiowych. W „Z pamiętnika młodej lekarki” partnerował Ewie Szumańskiej, a w słuchowisku „Rycerze” wcielał się w postać Onufrego Zagłoby.

Był też prezenterem telewizyjnym. Prowadził m.in. teleturniej „Tele PRLe” oraz program „Ludzie listy piszą” w TV Polonia.

Humor, który zostawał na dłużej

Kabaret łatwo pomylić z chwilową rozrywką.

Skecz trwa kilka minut. Żart pojawia się i znika. Publiczność śmieje się, a potem przechodzi do następnego tematu.

Ale niektóre głosy zostają z człowiekiem na lata.

Tak było ze Stanisławem Szelcem.

Jego działalność przypadła na czasy, kiedy radio miało zupełnie inne znaczenie niż dziś. Nie było internetu, mediów społecznościowych ani setek kanałów, pomiędzy którymi można było przeskakiwać.

Audycji radiowych słuchało się razem.

A dobry głos i dobrze opowiedziany żart potrafiły stać się częścią rodzinnej pamięci.

Dlatego odejście takich artystów jest czymś więcej niż kolejną informacją o śmierci znanej osoby.

Odchodzi fragment pewnej epoki.

Zostawił po sobie głos Wrocławia

Stanisław Szelc był wielokrotnie doceniany za działalność artystyczną i wkład w kulturę.

W 2009 roku otrzymał Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W 2023 roku został uhonorowany Złotą Odznaką Honorową Wrocławia.

Wrocław pamiętał o nim także jako o człowieku, który przez dziesięciolecia współtworzył kulturalny pejzaż miasta.

I właśnie z Wrocławiem będzie kojarzony przez wielu najbardziej.

Nie tylko jako członek Kabaretu Elita.

Nie tylko jako satyryk.

Ale jako człowiek radia, którego głos przez lata towarzyszył kolejnym pokoleniom słuchaczy.

Kiedy milknie głos, zostają wspomnienia

Dzisiaj można bez trudu znaleźć stare nagrania, programy i fragmenty występów.

Można ponownie usłyszeć głos człowieka, którego już nie ma.

I może właśnie na tym polega niezwykła siła radia, teatru i kabaretu.

Człowiek odchodzi, ale nagranie pozostaje.

Żart pozostaje.

Zdanie, które ktoś zapamiętał przed czterdziestu laty, nadal może wywołać uśmiech.

Stanisław Szelc odszedł, ale jego głos jeszcze długo będzie obecny we Wrocławiu.

Bo niektórych ludzi poznajemy nie twarzą.

Poznajemy ich po głosie.

A głos, który przez tyle lat należał do miasta, bardzo trudno zapomnieć.

Stanisław Szelc miał 83 lata. Zmarł 21 września 2026 roku.